niedziela, 6 września 2015

FOLKLOROWANKI - dzisiaj



Dziś wracam do wspomnień.
Chociaż sporo lat nie należę już do zespołu , mam szczęście i możliwość uczestniczyć
dalej po części w jego życiu.

Moja córka  należy do kapeli i od dobrych kilku lat gra na skrzypcach.
Zdarza się też, że kiedy mój mąż ma czas a kapela nie ma czasem kontrabasisty, to również
przygrywa na kontrabasie.
Niedawno nadarzyła się właśnie taka okazja i córka wraz z ojcem miała zagrać z kapelą koncert kaszubskich pieśni maryjnych w Polnicy.
Pięknie się złożyło,gdyż po Mszy miał odbyć się piknik dla członków zespołu
wraz z ich rodzinami.

Wyruszyliśmy więc , jak za dawnych czasów autobusem i ja oczywiście zaraz zaczęłam
przypominać sobie "dawne czasy"...


Lubiłam te podróże autobusowe...



Zawsze ,patrząc w okno podczas jazdy , zastanawiałam się jakie nowe przygody mnie czekają...
Czy występ wypali, czy się nie uda. Jak się nie uda , to też nic się nie stanie.
Myślałam, jacy będą ludzie, których tam spotkam ...
Miałam głowę pełną myśli, marzeń...

Tym razem znalazłam się po tej drugiej stronie , jak to się mówi, czyli byłam widzem.
Zabawiłam się jednak w fotografa i pstrykałam zdjęcia, żeby i moja rodzinka miała
później co wspominać.


Polnica leży całkiem niedaleko mojej miejscowości a nawet o niej nie wiedziałam.
Jechaliśmy zaledwie ok. 45 min. Krajobraz zmieniał się jak w kalejdoskopie.
Piękne okolice, zielone łąki i pola,trochę lasów i mała miejscowość-Polnica.
W niej śliczny mały kościół:



Kościół miał swój "klimat". Dobrze się w nim czułam. Nie przygniatał natłokiem złota i
nie był "obwieszony" wieloma ciężkimi obrazami itp...
Bardzo lubię małe kościoły, proste a jednak "bogate".

Zespół zagrał i zaśpiewał piękne pieśni maryjne , te polskie , znane nam wszystkim i te
kaszubskie, może trochę mniej znane. Wydaje mi się, że ludziom się podobało, bo
nikt nie wyszedł z kościoła, nawet , kiedy Msza już dobiegła końca.
Na koniec wszyscy głośno klaskali a przy wyjściu podawali rękę i dziękowali.
Zaskoczyło mnie to, bo przecież Msza była dość przedłużona a jednak nikt nie wyszedł .

Później dowiedzieliśmy się od pana, który to zorganizował , że jeszcze w tym kościele
żaden regionalny zespół nigdy nie śpiewał i ,że wszystkie Msze są takie same, więc chyba
teraz, to była jakaś odmiana.



Moja Kaśka gra na skrzypeczkach a Jej tatuś z tyłu na "Klarze" czyli kontrabasie.
Za" moich" czasów w zespole ,kontrabas takie dostał imię i do dziś jest "Klarą",
więc trzeba się z nim obchodzić jak z kobietą ;)
Mój tato też gra w tej kapeli, na diabelskich skrzypcach. Jest w swoim żywiole:


Po Mszy, jak już wspomniałam zostaliśmy przez pana-organizatora zaproszeni na piknik.
Pięknie tam było, Duży teren, zielono ,altanka a w niej grill murowany i cudne zapachy.

My oczywiście też nie przyjechaliśmy z pustymi rękami. Drożdżówka, kiełbaski, napoje i sałatki.
Każdy znalazł coś, co mu zasmakowało.


Miło spędziliśmy kilka godzin. Rodzinki mogły spędzić razem trochę czasu na świeżym powietrzu
wśród znajomych, wspólnie pośpiewać , poznać też innych rodziców.

My z mężem też wreszcie gdzieś mogliśmy razem wyskoczyć, bo zwyczajne życie
tak szybko ucieka a człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ciągle pracuje,
ciągle gdzieś biegnie, spieszy się....nie ma czasu na zwykłe rodzinne spotkania.
Ostatnio też rzadko gdzieś razem wychodziliśmy, więc to była okazja, żeby się wreszcie
zatrzymać i spędzić trochę czasu razem.


To był udany dzień i na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Dziękuję dyrektorowi naszego zespołu, że daje nam takie możliwości, mimo , iż już do zespołu nie należę. :D
Wstawiłam króciutki filmik, żeby można było poczuć atmosferę naszego pikniku.
Musiałam zmienić obraz i nałożyć filtr , gdyż nie wiem, czy osoby znajdujące się na filmie
życzyły by sobie być upublicznione.
Można sobie wyobrazić jak tam wyglądało zerkając na fotkę powyżej.






Teraz patrząc z perspektywy czasu,
muszę powiedzieć, że zespół dał mi wiele  wspaniałych wspomnień.
Pozwolił mi poznać samą siebie.Poznałam też wielu ciekawych ludzi.
Zyskałam kilkoro prawdziwych przyjaciół z którymi jestem w kontakcie do dziś.
Poznałam wiele ciekawych historii a dzięki niektórym ciekawostkom zdobytym
na wojażach, udało mi się zdać maturę z geografii na wyższą ocenę.

Człowiek też sprawdza się w wielu sytuacjach i poznaje swoje na nie reakcje.
Często przełamuje bariery strachu i wstydu a także uczy się na własnych błędach.

Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Przeżywamy różne przygody.
To wszystko po trochu zmienia człowieka i procentuje w późniejszym życiu.

Pozdrawiam serdecznie


16 komentarzy:

  1. Świetna relacja, gratuluję tak uzdolnionej muzycznie rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, muszę jeszcze jedną fotkę dodać.Zapomniałam wstawić mojego tatę- też gra na diabelskich skrzypcach w tej kapeli...

      Usuń
  2. Piękna relacja ,aż się rozmarzyłam :) Jesteście bardzo utalentowaną rodziną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Takie wypady bardzo łączą ludzi.

      Usuń
  3. super,
    dobrze jest czasem na chwilkę się zatrzymać, nie biegnąć, nie spieszyć się
    po prostu pobyć ze sobą i nacieszyć oczy pięknym widokiem, posłuchać
    życzę więcej takich dni
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Życzę Tobie też wspaniałych dni , wspomnień, tych najlepszych ze swoim synkiem :)

      Usuń
  4. Jak klimatycznie to wszystko przedstawiłaś, gratuluję córki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały klimat. Takie imprezy są zawsze udane. Ludzie mają w sobie tyle radości , że atmosfera udziela się innym.:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, bardzo cenię sobie ludzi, którzy swoją radość życia potrafią przelać na innych.

      Usuń
  6. Całe życie marzyłam o skrzypcach...
    Gratuluję wspaniałej, muzycznej Rodzinki! Piękny koncert!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzyłaś o skrzypcach ale można powiedzieć, że pięknie "wygrywasz" wiersze!
      Piszesz cudne słowa - to prawie jak muzyka.:)

      Usuń