piątek, 28 kwietnia 2017

Rogaliki cioci Julki :)




Obok nas w swoim domku mieszka ciocia mojego męża. Kobieta-anioł moim zdaniem.
Dlaczego? Dlatego, że jest osobą spokojną, cierpliwą, życzliwą .Po prostu super babka.
Ostatnio, kiedy ją odwiedziłam poczęstowała mnie swoimi rogalikami i tak mi smakowały
że poprosiłam o przepis. Przepis niezwykle prosty i przez ciocię modyfikowany więc posta-
nowiłam się nim podzielić.

Nie wiem czy takie rogaliki już były w BP ale wstawię, bo są naprawdę pyszne.

Składniki:

1kg.mąki+1 łyżeczka soli
1 i 0,5 kostki kasi
1i 0,5 kostki drożdży+2 łyżki cukru
1 śmietanka ukwaszona 18%  (200ml)
15 łyżek mleka

niedziela, 23 kwietnia 2017

Spacerowo...


Wreszcie zrobiło się trochę cieplej, choć może nie aż tak ale postanowiliśmy z mężem znowu "skoczyć" do lasu. Nie będę się rozpisywać, bo i co tu wiele pisać ot, taki niedzielny leśny spacer.
Po obiedzie zachciało się spać i aby nie zmarnować tego popołudnia pojechaliśmy.
Same zdjęcia teraz będą  więc kto wytrwa temu chwała ...;)

Przyjemnie obserwować jak las jeszcze taki bury, zimowy a już młode drzewka, gałązki i listki "garną" się do słońca :D

💗💗💗


niedziela, 26 marca 2017

Bardzo długo...



Witam!
Bardzo długo już nie pisałam ale po prostu nie miałam czasu. Wiem, że to żadne tłumaczenie ale czasem tak jest i tyle. Jak wiecie od jakiegoś czasu mamy pieska w domu. Minęły już prawie dwa miesiące odkąd jest u nas i skutecznie odciąga mnie od komputera. Może to i lepiej. Trzeba mu poświęcić trochę czasu żeby nauczyć tego i owego i nauczyć naszego "rytmu dnia". Masti uczy się bardzo szybko i taki też jest: szybki! Strasznie dużo w nim energii, co dla mnie z natury powolnej jest dość trudne ale uczymy się siebie i jesteśmy z siebie dumni. Każdy z nas, domowników uczy się czegoś od Mastiego a on uczy się jak nas robić w bambuko...hi,hi,hi :D 

środa, 15 lutego 2017

Jeszcze czapka, bo ciągle zimno :)



Czapkę już zrobiłam jakiś czas temu. Niedawno dorobiłam rękawiczki. Wszystko szydełkiem, bo tak mi jest wygodniej. Pełno w internecie filmików jak zrobić takie rzeczy, więc czemu by nie spróbować. Moją czapkę robiłam wg. tego filmiku . Nie doszyłam takiego pompona jaki proponuje autorka, bo najzwyczajniej nie lubię tych pomponów więc swój zrobiłam tradycyjny. Pierwszy raz też robiłam coś z wełny cieniowanej. Wyszło nawet całkiem fajnie. Tak inaczej.


Jak skończyłam pierwszą rękawiczkę, przewinęłam wełnę do momentu aż znowu była ciemna żeby druga wyszła mniej więcej tak samo jak pierwsza.

Rękawiczki też robiłam wg. jakiegoś filmiku w internecie. Nie jestem pewna ale to chyba ten
Tyle tego jest, że można się pogubić ale fajnie, że są takie filmiki, bo można sobie popróbować i samemu coś zmajstrować. 

Życzę więc wszystkim miłego dnia :)


piątek, 10 lutego 2017

Prost, szybki obiad :)



Dziś z racji piątku śledzik. Taka rybka, którą każdy u nas w domu lubi.

Kupiłam świeże  filety śledziowe. Pokroiłam na mniejsze kawałki, gdyż tak lepiej mi się mieszczą na patelni i łatwiej się też je przewraca. Posoliłam, opieprzyłam, obtoczyłam w mące i usmażyłam na złoty kolor.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Masti :) - Legowisko dla psa :)



Od niedzieli mamy nowego domownika. O piesku od czasu do czasu rozmawialiśmy ale chyba nigdy nie myśleliśmy, że tak szybko to nastąpi. Mąż przeglądał internet z propozycjami a ja tak do końca nie byłam pewna, bo przecież to nie jest tylko tak sobie wziąć pieska. To wielka odpowiedzialność.
Mieliśmy już jednego (Filipka) ale niestety odszedł...był już bardzo stary. Została tylko nowa buda,
w której już za długo nie pomieszkał...:(
W końcu postanowiłam, że jak mamy mieć psa, to tylko teraz póki ja mam zimową przerwę w pracy. Piesek zdążyłby się nauczyć załatwiać swoje potrzeby i zaaklimatyzowałby się zanim poszłabym do pracy. Namówiłam męża żeby najpierw pojechać do schroniska, bo przecież tam jest bardzo dużo porzuconych zwierząt a może akurat jakiś piesek przypadnie nam do gustu. Trochę, to też zasługa mojej siostry, która już miała dwa pieski z tego przytuliska i za każdym razem była zadowolona. Szczerze mówiąc na początku myślałam, że ze schroniska, po przejściach piesek nie będzie mógł się przyzwyczaić. Zwyczajnie się bałam ale mówię Wam: Nie bójcie się! Ludzie w schroniskach odwalają naprawdę kawał dobrej roboty! Z sercem podchodzą do swoich podopiecznych i starają się zapewnić im wszystko tak jak tylko mogą. :D
Mieliśmy dwie wizyty żeby zaprzyjaźnić się z pieskiem i w niedzielę pojechaliśmy już załatwić formalności. Cały dzień nie odpaliłam komputera! Super, bo ostatnio chyba za dużo przy nim siedzę.Dzieci są zachwycone. Może też odciągnę ich trochę od neta i więcej będą przebywać na dworze. Tak oto Masti został naszym członkiem rodziny.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Duperelki ;)



Witam :)
Za oknem pogoda rzadko sprzyja na spacerowanie no i chęci jakby mniej. Nie wiem, chyba chciałabym wiosny! Zima też piękna, ma swoje uroki ale oby była jak najkrótsza.
Od pracy drugi tydzień już wolne mam, bo nasza firma jest firmą sezonową, więc spodziewam się, że nieprędko nas "zawołają".  :) Dziergam więc w domu szydełkiem to i owo. Ostatnio uczę się z filmików na yt. szydełkowania skarpet. Z jakim efektem, to później pokażę. Jedne już pokazałam tu.

Dziś wpadł mi do głowy pomysł, może trochę dziecinny ale jak zdaje egzamin, to czemu Nie?
Jakiś czas temu w sklepie ze starociami wygrzebałam szafeczkę z szufladkami. Jest idealna dla mnie,gdyż pomieściła w sobie wszystkie moje wełenki i "dziergadełka". Nawet mi dość pasuje w domu do wnęki pomiędzy szafą a łóżkiem. Może nie jest najładniejsza ale ma "duszę".

piątek, 27 stycznia 2017

Makaron z brokułami i sosem pieczarkowym



Danie to powstało na szybko z tego co znajdowało się w lodówce .
Nie będę tu podawać proporcji i ilości składników, bo naprawdę zrobiłam to z resztek.

Więc,na początku ugotowałam w osolonej wodzie mrożone brokuły na półtwardo. W
zamrażalce miałam napoczętą paczkę. Następnie pokroiłam w kostkę pieczarki.
      Jedną cebulkę pociachałam w piórka i zeszkliłam na patelni. Dodałam pieczarki i kilka
suszonych grzybków, które wcześniej namoczyłam w wodzie. 
Kiedy pieczarki odparowały dodałam łyżkę margaryny i troszkę mąki. Szybko wymieszałam
i dodałam śmietanki. Powstał sos, zwyczajny taki jak zwykle się robi do pieczarek. Następnie
dodałam brokuły połamane na różyczki. Dolałam też troszkę wody, posoliłam i popieprzyłam.
Pozostało tylko ugotować makaron i polać go sosem.

piątek, 20 stycznia 2017

Zupa z zielonego groszku



Dziś pierwszy raz biorę udział w "Błyskawicznym piątku"do którego zaprosiła mnie Małgosia
Zapraszała mnie już przedtem ale jakoś nie mogłam się zebrać w sobie. Dziś postanowiłam, że
spróbuję podołać zadaniu. 

Błyskawiczna zupa z zielonego groszku

paczka zielonego, mrożonego groszku
cała lub pół piersi z kurczaka 
grzanki
marchew
pietruszka
seler
sól
śmietanka

Pierś zalać wodą (ok. litra lub wg. uznania), dodać marchewkę w całości, pietruszkę i mały
kawałek selera oraz posolić. Ugotować do miękkości. Wyjąć mięso i warzywa i wsypać 
zamrożony groszek. Gotować do miękkości. Następnie zagęścić śmietanką.

              
Kiedy zupka trochę podstygnie- zblendować.
Osobiście nie lubię zup-kremów dlatego nie zblendowałam dokładnie.
Zostało troszkę groszków .

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pomysł na skromny podarunek



Pomysł na ten mały podarunek przyszedł mi do głowy nagle. Z tej racji, że postanowiłam już jakiś czas temu poszerzyć swoje tzw. umiejętności szydełkowe. Zrobiłam skarpety. Takie dość grube.
Pomyślałam, że zawsze moja mamuś dziergała nam skarpety a był nawet czas, że na okrągło 
przez cały rok prawie. Postanowiłam, że teraz ja zrobię podobne dla Niej. Na szydełku.
Korzystałam z filmiku tutaj, bo nigdy jeszcze nie robiłam skarpet na szydełku.
Kiedyś mamuś pokazała mi jak je zrobić na drutach i przy jej pomocy 
wymęczyłam jedną parę ale to nie dla mnie...cztery druty trzeba
trzymać...ciężko było więc znalazłam takie robione szydełkiem.

Uparłam się więc i zaczęłam "tworzyć" skarpętki ;)
Na znalezionym filmiku babka super wszystko tłumaczy. Praktycznie oczko po oczku,
więc nie ma chyba możliwości żeby nie wyszło. Nawet mi się udało a, że mamuś miała
urodziny na drugi dzień i szykowała się kawusia, więc siedziałam i dziergałam cały wie-
czór i pół nocy ale zrobiłam i mam... i podarowałam  :D Mogłam oczywiście prędzej o tym
pomyśleć ale co ja za to mogę, że tak, jak wolno myślę, tak i pomysły powoli mi przychodzą
do głowy... i trudno. Trzeba się uprzeć i robić aż powstanie to, co sobie umyśliłam.

wtorek, 3 stycznia 2017

Moje pierwsze udane...:)



Nowy Rok a ja nic sobie nie postanowiłam...i dobrze!
Nie będę nic postanawiać a po prostu działać. Z tymi postanowieniami, to jest różnie.
Przynajmniej ze mną jest tak, że jak sobie coś postanowię, to d..a z tego jest. Nie mam 
silnego charakteru, niestety.  Jedno wiem na pewno: chciałabym się więcej nauczyć robić
różnych rzeczy z wełny a nie tylko papcie i papcie... Nic jednak nie postanawiam.
Zauważyłam, że najlepsze scenariusze pisze samo życie. Tak właśnie jakieś dwa miesiące
temu powstały moje pierwsze czapki. Córki poprosiły mnie o nie. Wyszukały sobie wzór.
Każda inny i miałam spróbować. Trochę prółam ale efekty końcowe chyba nie są całkiem 
złe, bo dziewczyny noszą czapeczki cały czas. Od jakiegoś czasu zamawiam sobie gazetki
robótki :)  i próbuję "liznąć" tematu. Bardzo fajny kurs robienia na drutach i szydełku.
Małymi kroczkami coś mi się udaje według tego wydziergać. :)

Tak oto przedstawiają się te dwie czapeczki:

pierwsza:


czwartek, 22 grudnia 2016

Dla Was...



 Wszystkim Wam chciałabym złożyć życzenia.
Najpiękniejsze i najserdeczniejsze. Życzenia zdrowia
i ciepła domowego ogniska. Życzenia spokoju ducha i
radości z życia. Spełniajcie swoje marzenia i wierzcie,
że mogą się one spełnić.


Nadzieja

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Powrót do przeszłości...czyli znowu "kawałek" mnie



Dwadzieścia kilka lat temu byłąm nastolatką. Chodziłam do szkoły, na religię na tańce, wspólnotę itd...
Byłam zwykłą dziewczyną ale nie umiałam "zagajać" rozmowy, czyli nie byłam zbytnio towarzyska.
Myślę, że nadal tak jest. W znanym towarzystwie jako tako mi idzie z tą rozmową ale w nowym otoczeniu...masakra!  No chyba, że jest ktoś ze mną, kto jest gadatliwy...wtedy jestem uratowana. 
Tak mam i chyba już to się nie zmieni. Trudno. Muszą być tacy, którzy są "duszą towarzystwa" i 
tacy jak ja. :)  Lubię za to słuchać.  :) Kiedy ktoś opowiada ciekawie, mogę słuchać godzinami.
Kiedy jakaś osoba mnie interesuje, jest dla mnie kimś ważnym, to uwielbiam ją słuchać.
Czasem mam nawet sporo do powiedzenia ale jak Ktoś tak pięknie mówi,  nie chcę tego zepsuć.

Właśnie po tych dwudziestu kilku latach odbyło się spotkanie z grupą "Wspólnoty".

niedziela, 20 listopada 2016

Domowe amerykany



Na amerykany dostałam chrapkę po spotkaniu rodzinnym na którym właśnie one królowały.
Miałam kiedyś przepis i nawet raz upiekłam ale to było tak dawno temu, że już nawet nie 
pamiętam. .. Przepisu też nie mogłam znaleźć więc poszukałam w internecie. Jest
tam tego całkiem sporo. Ja przygotowałam moje ciastka wg. TEGO przepisu:


niedziela, 13 listopada 2016

Zbliża się...



Witam :)
Zbliża się zima. Małymi kroczkami nadchodzi i mrozi. Nie jest jeszcze tak źle.
Powoli ogarniam się i wracam. Wszak zamartwianie się do niczego nie prowadzi.
Wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu wzięłam aparat i poszłam popstrykać. 
Tatuś był fotografem więc robiąc zdjęcia czuję się jakby był blisko mnie.

Mieliśmy też w piątek mały zjazd rodzinny. Wspominaliśmy wszystkich tych, których
już między nami nie ma...a może są, tylko my ich nie widzimy. Z tatusia rodziny zostały już tylko dwie siostry. Jedna była na zjeździe. Matko, jakie Ona piecze dobre amerykany! 
Znikają ze stołu jak maślane bułeczki!  :D

Pośpiewaliśmy też przy akompaniamencie gitary, bo bez tego spotkanie byłoby niekompletne.
Tatuś bardzo kochał takie spotkania a i dowiedziałam się, że Jego zmarły też niedawno brat
miał ulubioną piosenkę, którą uwielbiał śpiewać . Uczyliśmy się jej 
trochę ale wyszło jak wyszło. Mieliśmy wrażenie że obaj bracia siedzą między nami...

No dobra, wrzucam kilka zdjęć. Jak już wspomniałam są robione wczoraj.
Może nie bardzo jeszcze całkiem zimowe ale pokazujące jak przyroda radzi sobie
z nadchodzącą zimą.

Wrzosy oszronione. Chyba je okryje na zimę. Ciekawe czy mi przetrzymają...

poniedziałek, 24 października 2016

U Pana Boga za pieckiem...


Tatku,odszedłeś ale nie na zawsze.

Nauczyłeś Nas,że trzeba być razem i pomagać sobie nawzajem.
Nauczyłeś mnie, że nie wolno się poddawać chorobie...i "śpiewać"...
ile starczy sił...Ty też śpiewałeś choć choroba atakowała:




Mam nadzieję, że siedzisz sobie teraz u "Pana Boga za pieckiem".
Zawsze było Ci, Tatku zimniej niż innym i pamiętam, że grubo się 
ubierałeś. Teraz już Ci cieplutko i nic Cię już nie boli. Wiele się 
wycierpiałeś w ostatnim czasie...bardzo wiele...
Mam nadzieję, że masz tam gitarę i harmonijkę.
Mam nadzieję, że przygrywasz....
Nigdy nie przestawaj...i czekaj Tam na Nas...


Zawsze będę Ciebie takiego pamiętać 
Dziękuję Ci Tatusiu.

Kocham Cię


piątek, 30 września 2016

Idol - ktoś blisko...



Idoli miałam różnych. W miarę jak wzrastałam i dojrzewałam moi idole się zmieniali.
Raz był to jakiś piosenkarz, raz aktor a jeszcze innym razem zespół muzyczny itp..
Wiadomo, każdy z nas chyba przechodzi takie etapy w swoim życiu. Każdy chyba 
chciałby wyglądać, zachowywać się jak wybrany, wybrana postać która nam najzwyczajniej
w świecie czymś imponuje. To normalne. Tak myślę...

czwartek, 15 września 2016

Perełki i...śniadanko?



Sporo zdjęć dzisiaj będzie,więc proszę o cierpliwość ale nie mogłam nie wstawić.
Zachwyciłam się pewnego ranka, kiedy wyszłam do ogródka.
Wszędzie pełno pajęczyn, tuje, krzaczki, wszystko powiązane sznureczkami 
drobniutkich perełek. Co tu zresztą pisać, sami zobaczcie:


sobota, 10 września 2016

I znowu to samo...prawie ;)



Witam :)
U mnie dziś znowu koszyki. Sama mam ich już dość ale córka potrzebowała
tymczasowego kartonika czy czegoś takiego do swoich przyborów "paznokciowych".
Miałam trzy koszyki. Zupełnie bezużyteczne. Nie sfotografowałam ich ale były takie
zwyczajne jak łubianki do truskawek tylko kwadratowe a nie prostokątne.
Kasia wzięła sobie jeden, bo stwierdziła, że będzie w sam raz. Wszystko jej się
zmieści. Pomalowała koszyk plakatówkami i tak to wyszło:



czwartek, 25 sierpnia 2016

Taki śmierdzioszek ;)



Tak naprawdę, to nazwa brzmi "Odorek zieleniak". Całkiem słodko hi, hi ;)
Właściwie podobno są dwa takie "robaczki" tego typu w naszym kraju, czyli 
wyżej wymieniony odorek zieleniak i odorek jednobarwek.  Zwał ja zwał oba są 
prawie identyczne. Nie umiem rozróżnić jakiego udało mi się sfotografować ale 
to nieważne chyba. Nie jestem żadnym tam biologiem ani nie znam się na tych sprawach.
Chciałam po prostu pokazać zdjęcie jakie udało mi się zrobić i całkiem mi się ta
pluskwa podoba.  Jeśli kogoś zainteresuje to może luknąć tam. Znajdziecie sporo
ciekawych wiadomości. Całkiem interesujący blog. Z niego zaczerpnęłam informacji.:)

A to już moja "zdobycz". Spacerowała sobie po korze wśród drzewek :