piątek, 20 stycznia 2017

Zupa z zielonego groszku



Dziś pierwszy raz biorę udział w "Błyskawicznym piątku"do którego zaprosiła mnie Małgosia
Zapraszała mnie już przedtem ale jakoś nie mogłam się zebrać w sobie. Dziś postanowiłam, że
spróbuję podołać zadaniu. 

Błyskawiczna zupa z zielonego groszku

paczka zielonego, mrożonego groszku
cała lub pół piersi z kurczaka 
grzanki
marchew
pietruszka
seler
sól
śmietanka

Pierś zalać wodą (ok. litra lub wg. uznania), dodać marchewkę w całości, pietruszkę i mały
kawałek selera oraz posolić. Ugotować do miękkości. Wyjąć mięso i warzywa i wsypać 
zamrożony groszek. Gotować do miękkości. Następnie zagęścić śmietanką.

              
Kiedy zupka trochę podstygnie- zblendować.
Osobiście nie lubię zup-kremów dlatego nie zblendowałam dokładnie.
Zostało troszkę groszków .

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pomysł na skromny podarunek



Pomysł na ten mały podarunek przyszedł mi do głowy nagle. Z tej racji, że postanowiłam już jakiś czas temu poszerzyć swoje tzw. umiejętności szydełkowe. Zrobiłam skarpety. Takie dość grube.
Pomyślałam, że zawsze moja mamuś dziergała nam skarpety a był nawet czas, że na okrągło 
przez cały rok prawie. Postanowiłam, że teraz ja zrobię podobne dla Niej. Na szydełku.
Korzystałam z filmiku tutaj, bo nigdy jeszcze nie robiłam skarpet na szydełku.
Kiedyś mamuś pokazała mi jak je zrobić na drutach i przy jej pomocy 
wymęczyłam jedną parę ale to nie dla mnie...cztery druty trzeba
trzymać...ciężko było więc znalazłam takie robione szydełkiem.

Uparłam się więc i zaczęłam "tworzyć" skarpętki ;)
Na znalezionym filmiku babka super wszystko tłumaczy. Praktycznie oczko po oczku,
więc nie ma chyba możliwości żeby nie wyszło. Nawet mi się udało a, że mamuś miała
urodziny na drugi dzień i szykowała się kawusia, więc siedziałam i dziergałam cały wie-
czór i pół nocy ale zrobiłam i mam... i podarowałam  :D Mogłam oczywiście prędzej o tym
pomyśleć ale co ja za to mogę, że tak, jak wolno myślę, tak i pomysły powoli mi przychodzą
do głowy... i trudno. Trzeba się uprzeć i robić aż powstanie to, co sobie umyśliłam.

wtorek, 3 stycznia 2017

Moje pierwsze udane...:)



Nowy Rok a ja nic sobie nie postanowiłam...i dobrze!
Nie będę nic postanawiać a po prostu działać. Z tymi postanowieniami, to jest różnie.
Przynajmniej ze mną jest tak, że jak sobie coś postanowię, to d..a z tego jest. Nie mam 
silnego charakteru, niestety.  Jedno wiem na pewno: chciałabym się więcej nauczyć robić
różnych rzeczy z wełny a nie tylko papcie i papcie... Nic jednak nie postanawiam.
Zauważyłam, że najlepsze scenariusze pisze samo życie. Tak właśnie jakieś dwa miesiące
temu powstały moje pierwsze czapki. Córki poprosiły mnie o nie. Wyszukały sobie wzór.
Każda inny i miałam spróbować. Trochę prółam ale efekty końcowe chyba nie są całkiem 
złe, bo dziewczyny noszą czapeczki cały czas. Od jakiegoś czasu zamawiam sobie gazetki
robótki :)  i próbuję "liznąć" tematu. Bardzo fajny kurs robienia na drutach i szydełku.
Małymi kroczkami coś mi się udaje według tego wydziergać. :)

Tak oto przedstawiają się te dwie czapeczki:

pierwsza:


czwartek, 22 grudnia 2016

Dla Was...



 Wszystkim Wam chciałabym złożyć życzenia.
Najpiękniejsze i najserdeczniejsze. Życzenia zdrowia
i ciepła domowego ogniska. Życzenia spokoju ducha i
radości z życia. Spełniajcie swoje marzenia i wierzcie,
że mogą się one spełnić.


Nadzieja

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Powrót do przeszłości...czyli znowu "kawałek" mnie



Dwadzieścia kilka lat temu byłąm nastolatką. Chodziłam do szkoły, na religię na tańce, wspólnotę itd...
Byłam zwykłą dziewczyną ale nie umiałam "zagajać" rozmowy, czyli nie byłam zbytnio towarzyska.
Myślę, że nadal tak jest. W znanym towarzystwie jako tako mi idzie z tą rozmową ale w nowym otoczeniu...masakra!  No chyba, że jest ktoś ze mną, kto jest gadatliwy...wtedy jestem uratowana. 
Tak mam i chyba już to się nie zmieni. Trudno. Muszą być tacy, którzy są "duszą towarzystwa" i 
tacy jak ja. :)  Lubię za to słuchać.  :) Kiedy ktoś opowiada ciekawie, mogę słuchać godzinami.
Kiedy jakaś osoba mnie interesuje, jest dla mnie kimś ważnym, to uwielbiam ją słuchać.
Czasem mam nawet sporo do powiedzenia ale jak Ktoś tak pięknie mówi,  nie chcę tego zepsuć.

Właśnie po tych dwudziestu kilku latach odbyło się spotkanie z grupą "Wspólnoty".

niedziela, 20 listopada 2016

Domowe amerykany



Na amerykany dostałam chrapkę po spotkaniu rodzinnym na którym właśnie one królowały.
Miałam kiedyś przepis i nawet raz upiekłam ale to było tak dawno temu, że już nawet nie 
pamiętam. .. Przepisu też nie mogłam znaleźć więc poszukałam w internecie. Jest
tam tego całkiem sporo. Ja przygotowałam moje ciastka wg. TEGO przepisu:


niedziela, 13 listopada 2016

Zbliża się...



Witam :)
Zbliża się zima. Małymi kroczkami nadchodzi i mrozi. Nie jest jeszcze tak źle.
Powoli ogarniam się i wracam. Wszak zamartwianie się do niczego nie prowadzi.
Wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu wzięłam aparat i poszłam popstrykać. 
Tatuś był fotografem więc robiąc zdjęcia czuję się jakby był blisko mnie.

Mieliśmy też w piątek mały zjazd rodzinny. Wspominaliśmy wszystkich tych, których
już między nami nie ma...a może są, tylko my ich nie widzimy. Z tatusia rodziny zostały już tylko dwie siostry. Jedna była na zjeździe. Matko, jakie Ona piecze dobre amerykany! 
Znikają ze stołu jak maślane bułeczki!  :D

Pośpiewaliśmy też przy akompaniamencie gitary, bo bez tego spotkanie byłoby niekompletne.
Tatuś bardzo kochał takie spotkania a i dowiedziałam się, że Jego zmarły też niedawno brat
miał ulubioną piosenkę, którą uwielbiał śpiewać . Uczyliśmy się jej 
trochę ale wyszło jak wyszło. Mieliśmy wrażenie że obaj bracia siedzą między nami...

No dobra, wrzucam kilka zdjęć. Jak już wspomniałam są robione wczoraj.
Może nie bardzo jeszcze całkiem zimowe ale pokazujące jak przyroda radzi sobie
z nadchodzącą zimą.

Wrzosy oszronione. Chyba je okryje na zimę. Ciekawe czy mi przetrzymają...

poniedziałek, 24 października 2016

U Pana Boga za pieckiem...


Tatku,odszedłeś ale nie na zawsze.

Nauczyłeś Nas,że trzeba być razem i pomagać sobie nawzajem.
Nauczyłeś mnie, że nie wolno się poddawać chorobie...i "śpiewać"...
ile starczy sił...Ty też śpiewałeś choć choroba atakowała:




Mam nadzieję, że siedzisz sobie teraz u "Pana Boga za pieckiem".
Zawsze było Ci, Tatku zimniej niż innym i pamiętam, że grubo się 
ubierałeś. Teraz już Ci cieplutko i nic Cię już nie boli. Wiele się 
wycierpiałeś w ostatnim czasie...bardzo wiele...
Mam nadzieję, że masz tam gitarę i harmonijkę.
Mam nadzieję, że przygrywasz....
Nigdy nie przestawaj...i czekaj Tam na Nas...


Zawsze będę Ciebie takiego pamiętać 
Dziękuję Ci Tatusiu.

Kocham Cię


piątek, 30 września 2016

Idol - ktoś blisko...



Idoli miałam różnych. W miarę jak wzrastałam i dojrzewałam moi idole się zmieniali.
Raz był to jakiś piosenkarz, raz aktor a jeszcze innym razem zespół muzyczny itp..
Wiadomo, każdy z nas chyba przechodzi takie etapy w swoim życiu. Każdy chyba 
chciałby wyglądać, zachowywać się jak wybrany, wybrana postać która nam najzwyczajniej
w świecie czymś imponuje. To normalne. Tak myślę...

czwartek, 15 września 2016

Perełki i...śniadanko?



Sporo zdjęć dzisiaj będzie,więc proszę o cierpliwość ale nie mogłam nie wstawić.
Zachwyciłam się pewnego ranka, kiedy wyszłam do ogródka.
Wszędzie pełno pajęczyn, tuje, krzaczki, wszystko powiązane sznureczkami 
drobniutkich perełek. Co tu zresztą pisać, sami zobaczcie:


sobota, 10 września 2016

I znowu to samo...prawie ;)



Witam :)
U mnie dziś znowu koszyki. Sama mam ich już dość ale córka potrzebowała
tymczasowego kartonika czy czegoś takiego do swoich przyborów "paznokciowych".
Miałam trzy koszyki. Zupełnie bezużyteczne. Nie sfotografowałam ich ale były takie
zwyczajne jak łubianki do truskawek tylko kwadratowe a nie prostokątne.
Kasia wzięła sobie jeden, bo stwierdziła, że będzie w sam raz. Wszystko jej się
zmieści. Pomalowała koszyk plakatówkami i tak to wyszło:



czwartek, 25 sierpnia 2016

Taki śmierdzioszek ;)



Tak naprawdę, to nazwa brzmi "Odorek zieleniak". Całkiem słodko hi, hi ;)
Właściwie podobno są dwa takie "robaczki" tego typu w naszym kraju, czyli 
wyżej wymieniony odorek zieleniak i odorek jednobarwek.  Zwał ja zwał oba są 
prawie identyczne. Nie umiem rozróżnić jakiego udało mi się sfotografować ale 
to nieważne chyba. Nie jestem żadnym tam biologiem ani nie znam się na tych sprawach.
Chciałam po prostu pokazać zdjęcie jakie udało mi się zrobić i całkiem mi się ta
pluskwa podoba.  Jeśli kogoś zainteresuje to może luknąć tam. Znajdziecie sporo
ciekawych wiadomości. Całkiem interesujący blog. Z niego zaczerpnęłam informacji.:)

A to już moja "zdobycz". Spacerowała sobie po korze wśród drzewek :

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Mam i ja...paznokcie ;)



Moja córka niedawno ukończyła osiemnaście lat. Z tej okazji kupiła sobie w sklepie internetowym
zestaw do manicure hybrydowego. Marzyła o takim od dawna. :D
Jak myślicie, kto był Jej pierwszym klientem? - no ja :D
Jako, że moje ręce i paznokcie nie są piękne, nigdy specjalnie ich nie maluję, no chyba, że na jakieś
weselisko czy zabawę. Paznokcie mam zawsze krótkie, ponieważ pracuję w drzewie i ciągle mi się 
rozdwajają. Nic nie pomaga, żadne kremy, więc może na jakiś czas pomoże lakier hybrydowy.
Poprosiłam o delikatny malunek, taki, żeby nie rzucał się w oczy. W końcu nigdy nie maluję, to 
nie chciałam, żeby od razu "kuło po oczach" 
No i tak to wyszło. Kwiatki Kasia malowała odręcznie, gdyż w zestawie był też cieniutki pędzelek.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Popielniczka-smrodniczka.



Mam kilka minut, dosłownie. Lada chwila mogą się zjawić goście.
Dom w miarę wysprzątany. My po obiedzie, jeszcze kilka "poprawek" i 
wszystko będzie gotowe. Jedna rzecz mi tylko nie pasuje a mianowicie
popielniczka mojego męża na stoliku balkonowym. Popielniczka, to za 
dużo powiedziane, po prostu słoik z petami. Bardzo brzydko wygląda ale
gdzieś trzeba palących na papieroska wysłać a z pokoju na balkonik jest 
jeden krok. Niestety człowiek nie o wszystkim jest w stanie pomyśleć. 
Co niestety zdarza mi się często, taka "pięta" moja.
Nie miałam czasu szukać jakiejś popielniczki ale wymyśliłam dosłownie w 
pięć minut jakiś zamiennik. Może nie najpiękniejszy ale po prostu nie 
ma czasu.

piątek, 12 sierpnia 2016

Babunia-bananas...;)



Krótko i na temat.
Dziś próbowałam zrobić ciasto bananowe z bloga Małgosi.
Zrobiłam tak jak Małgosia w formie od babki dlatego taki tytuł ;)
Muszę powiedzieć, że czułam, iż ciasto mi nie wyjdzie, bo się na początku troszkę
zważyło ale po dodaniu mąki doszło do normalności. Wyszło mi i na stałe zagości
w moim menu. :D

Przepis znajdziecie tutaj.
Zrobiłam prawie dokładnie tak samo tylko cukier dodałam biały a nie brązowy
i mak dodałam sypki a nie mielony. Dodałam też dwa banany jak radziła Gosia a nie jeden.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Moje drzewo płacze...z radości, czy ze smutku?



Podlewałam kwiaty, które mam zawieszone na gałęziach drzewa w ogrodzie i zauważyłam,że 
sporo na jego pniu żywicy.Niektóre krople są przejrzyste, niektóre żółte i zbielałe jakieś.
Pomyślałam,że to łzy ale teraz, czy smutku czy radości...?

sobota, 23 lipca 2016

Strach ma słodkie oczy ;)



Witam :)
Ostatnio zapolowałam na ćmę. Zawsze te dziwne motyle przyprawiały mnie o dreszcz.
Nie wiem czy dlatego, że takie owłosione, szare czy jeszcze z innego powodu.
Dziś stwierdziłąm, że mają całkiem słodkie oczka i nie tylko one...

niedziela, 17 lipca 2016

Koszyczek czy doniczka ...



...albo jedno i drugie.
Potrzebowałam dwie małe doniczki na dwa nowe fiołki. Nie mogłam sobie kupić, bo nie szło
wyjść z domu a samochód zabrał mąż do Niemiec. Ciągle ulewy. Trudno, musiałam coś 
wymyśleć, bo nie lubię jak coś mam w głowie i nie idzie tego zrealizować od razu.
Pogrzebałam i poszperałam w szparagałkach i znalazłam koszyczki
które kiedyś od czegoś zostały a które to wcisnęłam w miejsce o którym
już dawno zapomniałam, że istnieje.
Koszyczki wielkością okazały się idealne więc pomalowałam je farbką.

niedziela, 10 lipca 2016

Zabawa z robaczkami...:)



Muszę, po prostu muszę wstawić kilka zdjęć. Moje zmagania z...telefonem.
Tak , tylko telefonem robiłam te fotki ale syn mój kupił z "Biedry" mały zestaw obiektywów
na telefon i dopóki nie dorobię się normalnego aparatu fotograficznego będę robić zdjęcia
tymi "drobiazgami". Polecam, fajny gadżet. Sporo radości.

środa, 29 czerwca 2016

Kordonkowe papcie



Szybciutki i krótki pościk.
Dostałam niedawno kilka kordonków od siostry. Pomyślałam, że zrobię papcie.
Spód zrobiłam tak samo jak zawsze, czyli z filcowych wkładek. Zszyłam je białą
dratwą żeby były grubsze i do tej dratwy szydełkowałam kordonkiem .
Wyszły jakieś trochę nierówne, bo chciałam mieć dziurkowane. W 
końcu miały być letnie. Są jakie są ale noga się nie poci i jest 
wygodnie, zwłaszcza po kąpieli.  :)